www.mamboteam.com
Start arrow Kronika arrow Portugalczycy - rewizyta w Polsce
05.09.2010.
 
 
Portugalczycy - rewizyta w Polsce PDF  | Drukuj |

REWIZYTA

W zeszłym tygodniu gościliśmy u siebie grupę portugalskich uczniów z Colegio Sao Teotonio w Coimbrze. My byliśmy u nich we wrześniu, teraz przyszła ich kolej na odwiedziny u nas. Przy okazji mieliśmy kończyć rozpoczęty w Portugalii projekt „Matematyka w Sztuce Gotyku”.

Spotkaliśmy się na lotnisku w niedzielę, 21 marca o godzinie 21:55. Zarówno ja, jak i Ines – dziewczyna, u której mieszkałam w Coimbrze i którą teraz miałam przyjąć – byłyśmy zmęczone. Ona - podróżą, a ja - sprzątaniem i przygotowywaniem się na jej przyjazd. Więc gdy dotarłyśmy do domu, tylko ją po nim oprowadziłam, pokazałam jej pokój, wypiłyśmy herbatę i poszłyśmy spać. Rozmowa się nie kleiła… Musiałam znowu przestawić się na mówienie po angielsku…

Następnego dnia byłyśmy w szkole o 9:00. Pan dyrektor i nauczyciele powitali wszystkich, powiedzieli kilka słów wstępu. Oprowadziliśmy gości po szkole. Najbardziej podobała im się sala gimnastyczna, szczególnie ścianka wspinaczkowa. Później trzeba było zabrać się do pracy. Poszliśmy do pracowni komputerowej, w której rysowaliśmy, pisaliśmy, tłumaczyliśmy, liczyliśmy… Praca była bardzo ciekawa, czasami żmudna i męcząca, ale z pewnością każdy z nas nauczył się wielu niezwykle interesujących rzeczy. Nie spodziewałam się, że okna gotyckie mogą być ciekawe.

Praca nad projektem trwała od poniedziałku do środy, od 9 do 16.

Czas po wyjściu ze szkoły mieliśmy zagospodarować sami. Już przed przyjazdem Portugalczyków obmyślaliśmy, gdzie ich zabrać, co pokazać. Nie chcieliśmy spędzać całych popołudni i wieczorów w centrach handlowych. Postanowiliśmy pokazać im Warszawę z jak najlepszej strony. Miejsca, które lubimy najbardziej. Oni słyszeli o Warszawie jako o brzydkim mieście. Musieliśmy obalić ten przesąd!

W poniedziałek zrobiliśmy długą wycieczkę ze stacji metra Centrum aż do metra Ratusz Arsenał. Na ulicy Chmielnej zatrzymaliśmy się na, podobno, najlepsze pączki i drożdżówki w stolicy. Gdy doszliśmy do Nowego Światu, wszyscy byli już głodni, więc zrobiliśmy przerwę na jedzenie. W tym czasie zrobiło się ciemno, budynki zostały podświetlone. Miasto nabrało klimatu. Minęliśmy Zachętę i Grób Nieznanego Żołnierza, pokazaliśmy Pałac Prezydencki. Krakowskim Przedmieściem poszliśmy pod Zamek, później na taras widokowy i na Starówkę. Mijając Barbakan i pomnik Powstańców Warszawy doszliśmy do metra. Pierwsze zwiedzanie naszego miasta mogliśmy zaliczyć do udanych.

W następne dni pokazaliśmy naszym kolegom galerię „Złote Tarasy”, ale i Belweder oraz Łazienki, wieczorem byliśmy na kręglach. W czwartek Portugalczycy, nauczyciele, Martyna, Zosia, Basia, Tomek G., Tomek F. , Radek i ja pojechaliśmy do muzeum Powstania Warszawskiego. Wszyscy byli nim zachwyceni. Dla nas ciekawe były opowieści pani przewodnik, dla nich - replika bombowca w skali 1:1 wisząca nad głową i interaktywne elementy ekspozycji. Przyznali z podziwem, że historia powstania naprawdę jest niewiarygodna: straszna i niesamowita zarazem. Po wyjściu z muzeum pojechaliśmy do Pałacu Kultury. Wjechaliśmy na XXX. piętro, na którym znajduje się taras widokowy. Wieczorem w szkole odbyła się prezentacja naszych prac i uroczysta kolacja.

W piątek o 6:00 spotkaliśmy się na Dworcu Centralnym. Pociąg do Krakowa odjeżdżał o 6:15. Z krakowskiego dworca przeszliśmy na Rynek. Mieliśmy trochę czasu wolnego. Część z nas poszła na lody, inni buszowali w Sukiennicach. Około 11 wyruszyliśmy do Wieliczki. Zwiedziliśmy kopalnię i zjedliśmy obiad w podziemnej restauracji. Menu nie było trafione: zaserwowano nam pierogi z ziemniakami, które nie przypadły do gustu Portugalczykom. Po wyjściu z Wieliczki pojechaliśmy na Wawel. Zobaczyliśmy katedrę, Dzwon Zygmunta, dziedziniec i Smoka Wawelskiego. Wróciliśmy z powrotem na Rynek. Dostaliśmy czas wolny aż do 19:30. Kto chciał, mógł spróbować kremówek, inni kupowali pamiątki. Trafiliśmy też na przedświąteczny targ, na którym można było kupić „najbardziej polskie” pamiątki ze wszystkich możliwych. Wspaniałe mazurki, wielkanocne dekoracje, oscypki, drewniane rękodzieło, biżuterię, pieczywo i ciasta… Mieliśmy również zjeść kolację, więc na koniec wszyscy rozeszliśmy się po okolicznych restauracjach i barach.

Pod koniec wycieczki byliśmy wykończeni, ale niepowtarzalna atmosfera i piękno Krakowa sprawiły, że wracaliśmy naprawdę zadowoleni.

Sobotnie przedpołudnie mieliśmy zagospodarować sami, ze swoimi rodzinami. Ja, Martyna, nasze koleżanki Ines, Bea, Sara oraz rodzice poszliśmy do naszej ulubionej cukierni. Wspominaliśmy niedawno widziane rzeczy, przeżyte razem sytuacje. Żal było się rozstawać.

Miałam to szczęście trafić na Portugalkę, z którą naprawdę się zaprzyjaźniłam. Miło spędzałyśmy razem czas, a przy okazji poznawałyśmy siebie nawzajem. Najpierw ona pokazała mi swoje życie, teraz ja pokazałam jej moje. Właśnie to było najciekawsze – zobaczyć zwyczajne życie kogoś innego, dla którego jego życie jest tak normalne jak moje dla mnie, a jednak mnie wydaje się inne i wyjątkowe. Inne zwyczaje, kultura, potrawy. Zabytki w Portugalii były piękne, ale te można zobaczyć na zwykłej wycieczce. Poznanie ludzi i wrażenia z tym związane może zapewnić tylko wymiana – mieszkanie w konkretnej rodzinie, poznawanie ich zwyczajów „od kuchni”.

Mam nadzieję, że Ines i jej kolegom podobało się w Polsce chociaż w połowie tak, jak nam podobało się w Portugalii. Czuję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.


Maja Majcherkiewicz, kl. 3i




Gotyckie okna , Święty Teotonio i Przymierze Rodzin


W ubiegłym tygodniu zachowanie naszej klasy wydawało się zapewne reszcie szkoły bardzo dziwne. Chociaż głośny stał się fakt, iż gościmy u siebie uczniów portugalskiego Kolegium Świętego Teotonio w Coimbrze, to ich pobyt nie wyglądał wcale jak zwykła zagraniczna wymiana. Wraz z naszymi czarnowłosymi kolegami większość czasu spędzaliśmy bowiem nie na zwiedzaniu zabytków, chodzeniu do muzeów czy na zakupy, ale godzinami ślęczeliśmy przed migającymi monitorami komputerów w pracowni informatycznej. Zagadką pozostawał jednak cel naszej pracy, jedynie nieliczni zdawali sobie sprawę, czym tak naprawdę się zajmowaliśmy. Opinia publiczna była w posiadaniu tylko jednej informacji - że jest to coś naprawdę matematycznie obrzydliwego.

Cóż, z naszej perspektywy była to… kwestia gustu, bowiem w naszej szkole odkrywaliśmy z Portugalczykami tajemnice pięknych gotyckich okien, będących chlubą jednego z najwspanialszych zabytków ich ojczyzny - szesnastowiecznego klasztoru w Bathalii. Zaczęło się od wykładu pana profesora Guzickiego na temat historii ich powstania, potem wykonaliśmy matematyczną analizę maswerków, obliczając stosunki długości poszczególnych odcinków, co - z uwagi na niezwykłą złożoność rozwiązywanych równań (wielomiany czwartego stopnia ! ) - przysporzyło niejednemu z nas wielu irytująco trudnych do rozwikłania problemów . Najtrudniejszą częścią warsztatów było geometryczne skonstruowanie okien przy użyciu jedynie cyrkla i linijki, a następnie wykonanie własnych projektów - niekiedy wymagało to bujnej wyobraźni, ciekawych pomysłów, a także zastosowania skomplikowanych twierdzeń matematycznych, z których większość nie jest nawet nauczana w szkole. Wszystko to kosztowało nas wiele czasu, wysiłku i skołatanych nerwów, w końcu jednak po czterech dniach ciężkiej pracy zaprezentowaliśmy jej wyniki rodzicom i nauczycielom, a następnie wysłaliśmy do Bathalii, gdzie zostaną wkrótce opublikowane.

Myślę, że wymiana z Portugalią, chociaż nie za bardzo owocna, jeśli chodzi o zawieranie znajomości z naszymi mało rozmownymi gośćmi, była nie tylko wspaniałą okazją do poszerzenia swojej wiedzy, szczególnie z matematyki, ale także dla wielu z nas jedynym w życiu doświadczeniem prowadzenia badań naukowych. Dlatego właśnie uważam ją za bardzo udaną.


Kacper Wiszniewski




Moje przebudzenie


Wszystko zaczęło się we wrześniu ubiegłego roku, gdy wśród wielu mijających mnie grup znalazła się i ta, na pozór niczym nie wyróżniająca się. Po części mówiła nieznanym mi wówczas językiem, jak się miało później okazać - polskim, po części moim ojczystym - portugalskim.

Z wyjątkową dokładnością sfotografowano mnie, by potem troskliwie mi się przyglądać. W całym moim długim bycie, który trwa już od początku XV wieku, kiedy to powstałom podczas wznoszenia katedry ku chwale Matki Boskiej Zwycięskiej w podzięce za zwycięstwo pod Aljubarrotą, przez wielki pożar w 1810 roku aż do dziś, tak dokładnie poznał mnie chyba tylko mój Twórca.

Lecz to był tylko początek, wkrótce spełniło się moje marzenie. Nareszcie poświęcono mi więcej niż tylko przelotne spojrzenia, które zawsze koncentrowały się na ogromnych, pełnych przepychu współoknach. Oto mój maswerk jest rozrysowywany w całości lub wyrywkowo, szczegółowo bądź schematycznie, ołówkiem albo kredką. Wypełniam jedną, drugą, trzecią kartkę! Po tylu latach moje łuki mogą poznać okrąg, z którego pochodzą, jego środek, promień, położenie, inne styczne czy symetryczne do nich okręgi. I następuje to najpiękniejsze – powstaję na nowo, odradzam się w czystej postaci za pomocą okręgów i prostych, po tylu latach jestem ponownie konstruowane.

Nie pozostałom dłużne, w zamian podarowałom ciekawe zadania geometryczne, zilustrowałom nawet problem Apoluniusza. Czyż inny dar byłby choć porównywalny, z tym co otrzymałom: pełną świadomość o sobie samym. Za to chciałobym wyrazić głęboką wdzięczność.


Ja, Okno Zwieńczone Ostrołukiem z

Kaskadą Czteroliści Wpisanych w Okręgi

Styczne Zewnętrznie zachodniej ściany

nawy bocznej Kaplicy Fundatora Klasztoru

Matki Boskiej Zwycięskiej w Bathalii